Wszystkie te wielgasne drapacze maja juz swoje lata i niejednemu z nich przydalby sie gruntowny remont. Na calym Manhattanie nie ma ani skrawka miejsca na nowe budynki (no chyba zeby zaorac Central Park). I dlatego stwierdzamy, ze nie ma to jak Warszawa, preznie rozwijajaca sie z nowymi, ladnymi inwestycjami i zielenia nawet w centrum (bo tu poza kilkoma parkami nie ma ani grama trawy, drzew - jak w betonowym wiezieniu z klaustrofobicznie zblizajacymi sie do siebie scianami, ktore za moment Cie zgniota). No i jeszcze to wystawianie smieci przed sklepiki, sklepy, kawiarnie, kluby, restauracje. Tuz po zachodzie slonca, kiedy nocne zycie wlasnie sie rozkreca. Nieladnie, smierdzaco. Ale uzytecznie - smieciarka jedzie sobie spokojnie i pozera co napotka. Bez zbaczania z drogi na jakies podworka, itp. Cos za cos.
Poza tym hamburgery jak w Polsce, pizza jak w Polsce, coca-cola jak w Polsce...
Jak to dobrze wyjechac zeby docenic to, co sie ma.
Udalo nam sie zobaczyc chyba wszystko co powinnismy: Statue Wolnosci z promu na Staten Island, Dolny Manhattan (wzdluz i wszerz) z olbrzymia dziura po WTC i Wall Street, most Brooklynski (przemierzony 1,5 raza), Brooklyn Heights (ponoc najpieknieszy widok na Dolny Manhattan - z Promenady w Brooklynie), Chinatown, Times Square (w tym miejscu czlowiek czuje sie jakby byl w samiusienkim centrum swiata... a moze nawet wszechswiata), Central Park, Empire State Building (tylko z zewnatrz, bo od wjazdu na gore odstraszyla nas kolejka szacowana przez obsluge na 90 minut, a poza tym skoro bylismy na Brooklyn Heights... ;). Udalo nam sie tez byc na koncercie jazzowym w kluborestauracji Cleopatra's Needle (Joel Forrestor Quartet). Po bilety (przerazliwie drogie, nawet w megapromocjach) na Broadway trzeba stac w wielogodzinnej kolejce, wiec postanowilismy, ze bedzie tu po co wracac...
Zapraszamy do obejrzenia zdjec z Nowego Jorku