|
Po nocy na bardzo drogim kempingu w miejscowosci Flagstaff (siec KOA, 24$ po 10% na kupon wydarty z gazetki znizkowej) kolo poludnia dotarlismy do Wielkiego Kanionu. Wiedzac, ze kempingi zapelniaja sie tu szybko pierwsze swoje kroki (obroty kol?) skierowalismy na najwiekszy z nich - Mather Campground. Tu ju¿ z obsluga rejestrujaca przyjezdnych i przydzielajaca miejsca. Jak przystalo na tak znamienita lokalizacje - kemping drozszy - 18$ z platnymi prysznicami i pralnia, ale o tym pozniej.
Rozbilismy namiot i ruszylismy ogladac TO cudo. Pierwsze slowa Darka: 'Aaale dziura! Dziura ze ja p...!'. I to w zasadzie bardzo dobrze oddaje to co zobaczylismy. Zaliczylismy wszystkie dostepne pieszo i/lub samochodem punkty widokowe, a najlepsze, do ktorych dojezdzaja tylko darmowe (no mo¿e nie do konca darmowe - bilet wstepu do parku kosztuje 25$), parkowe shuttle busy (ekologiczne autobusy, jezdzace co chwile z opowiadajacymi ciekawostki kierowcami) zostawilismy sobie na zachod slonca. Bylo pieknie. Na kolacje - grill (jako ze kazde miejsce kempingowe posiada wlasne palenisko) z wegla polewanego benzyna z naszej kuchenki. Co ciekawe sklep w samym parku nie by³ prawie wcale drozszy od sklepow poza nim. Dorobilismy sie tez przedmiotu, na ktorego widok teraz caly czas powtarzamy: 'jak my moglismy bez tego zyc?' - czolowki (takiej latarki ktora zaklada sie na glowe). Ja mowilam w Polsce ¿eby kupic taka, ale Darek nie widzial zastosowania. I teraz przy sloncu zachodzacym ju¿ ok. 19:00 prawie niemozliwe byloby przygotowanie takiego grilla np., albo rozlozenie wieczorem namiotu... Tak wiec dokonalismy wyboru i kupilismy jedna. Pewnie kupimy tez druga ;) Poniewaz poprzedniego wieczora nie zdazylismy, totez z samego rana w niedziele ruszylismy po nowa przygode - zrobic pranie. To znaczy prac sie mialo samo, my mielismy patrzec, w koncu jest niedziela. Pytanie tylko - jak to sie robi? Najpierw podgladalismy innych, a pozniej zrobilismy tak: do pralki wsypalismy proszek (porcje na jedno pranie mo¿na kupic w sklepie albo w automacie w pralni za jedyne 75 centow), zasypalismy go brudami (porcja spokojnie jak na dwie nasze pralki), wrzucilismy pieniazki (1,75$), wybralismy program i poszlismy na sniadanie. Po 30 minutach pranie by³o wyprane. Przerzucilismy je do kolejnej maszyny - suszarki, znow wrzucilismy pieniazki (75 centow za 25 min) i poszlismy na herbate. Po powrocie okazalo sie ze nie wszystko jest suche, wiec dorzucilismy suszenie za kolejne 75 centow i po 25 minutach wyjelismy suchutkie, cieplutkie i nawet niewygniecione pranie. Tylko skladac trzeba by³o samodzielnie ;). Wszystkie maszyny przyjmuja tylko cwiercdolarowki, wiec na posterunku czuwa Pan Rozmieniacz, ktory dla kazdego ma mile slowo. Ameryka. W samym parku mo¿na w niedziele uczestniczyc w nabozenstwach 8 roznych kosciolow. Poczatkowo znalezlismy informacje tylko o jednym nabozenstwie w Grand Canyon Community Church (interdenominational), ale kiedy dotarlismy do tablicy z przeroznymi ogloszeniami znalezlismy informacje o wszystkich kosciolach znajdujacych sie w parku, w tym jednym rzymskokatolickim (El Cristo Rey Roman Catholic Parish). Ksiadz skosnooki, 20-osobowy tlumek wiernych glosniej spiewajacy od kilkusetosobowego kosciola w Polsce, ludzie dobrowolnie zglaszajacy sie do czytan, dla kazdego modlitewnik ze spiewnikiem, Komunia Swieta w dwoch postaciach - to glowne 'ciekawostki'. A po Mszy - w droge! Na spotkanie prawdziwych Indian! |