|
Na kempingu nad rzeka, pod pionowa skala, tradycyjnie z samorejestracja za pomoca kopert i bez prysznica, wstal piekny dzien. I my wstalismy razem z nim nie mogac doczekac sie... kolejnego kanionu. Darek: 'A moze sobie darujemy?' Karolina: 'Znowu kanion? Bleee.' Zupelnie jak w Chinach, gdzie kolejna swiatynia buddyjska nie robi juz wrazenia, bo wszystkie sa bardzo podobne, ale nie wypada nie obejrzec.
Jak to milo pozytywnie sie rozczarowac! Jesli chodzi o rozmiar to najwieksze wrazenie robi niewatpliwie Grand Canyon, ale jesli chodzi o urode to u nas pierwsze miejsce ma Bryce Canyon. Niesamowite pionowe klify, zwane 'hoodoos', wygladajace na skalny las, albo skalna armie (indianie z plemienia Paiute wierzyli, ze sa to 'Legendarni Ludzie', ktorzy zostali zamienieni w kamienie przez Kojota) zauroczyly nas dokumentnie. Tak, ze postanowilismy tu odbyc nasz pierwszy spacer w dol kanionu (wszystkie dotychczasowe kaniony ogladalo sie z gory, a tylko najodwazniejsi smialkowie ruszali na dno). Wybralismy sobie 4-godzinny szlak okrezny i wyruszylismy niekonczacym sie zygzakiem w dol. Kanion z dolu wyglada rownie ciekawie co z gory, sielanke psuje tylko ta siedzaca z tylu glowy mysl (Karoliny glownie, bo Darek jest twardziel): jak my wleziemy na gore??? Po pol godzinie bylismy na dole (wiadomo - w dol idzie szybko). Spacer po dnie zajal kolejne pol. W koncu zaczelo byc pod gorke. No ladnie - teraz chca nas wykonczyc 3-godzinnym podejsciem. Super. 'Ja tu zostaje' (Karolina). 'To moze jeszcze sobie tu posiedzmy?' (Darek). Zebrawszy sie na odwage - ruszylismy. Stromawo. Ale zaraz zaczal sie tradycyjny zygzak. Na 3 godziny??? To chyba niemozliwe. Jak dlugo mozna wchodzic pod gore z ktorej schodzilo sie 30 minut? Po 50 minutach, w tym kilku przerwach na zlapanie oddechu i pstrykniecie fotek plus 10 minutach na zamkniecie okreznej trasy juz na samej gorze - siedzielismy sobie grzecznie na laweczce popijajac co sie dalo. Razem 2 godziny. Niezli jestesmy. A przeciez ¿adna z nas Zaloga G. I tak mo¿na sie milo dowartosciowac. A jak ktos chodzi jeszcze wolniej to i tak zmiesci sie w czasie. Bez stresu, bez dysryminacji. Ameryka. Po takich atrakcjach polozylismy sie spac z nadzieja na zasluzony odpoczynek. Po godzinie Karolina pierwsza zdezerterowala i poszla sie grzac do samochodu i tam z przerwami na otwieranie Dinkowi drzwi dospala do rana. Darek natomiast wytrzymal dluzej - ze dwie godziny, po kolejnych dwoch stwierdzil ze woli zimno od niewygodnego samochodu, a bladym switem zerwal sie podziwiac wschod slonca razem z tabunem innych zmarznietych i niewyspanych turystow (tych, którzy jeszcze stad nie uciekli, a ruch cala nac by³ spory jak na park narodowy). Rano dowiedzielismy sie tego, co cala noc przeczuwalismy - temperatura w nocy zblizala sie do 0 st. C. Nasze tiny little spiworki mialy prawo sobie z tym nie poradzic. |