|
Nastepnego dnia po wstepnym oswojeniu sie z Meksykiem i Meksykanami odwazamy sie na pierwsza dalsza wycieczke. Wybor jest dosc prosty - indianskie ruiny w Teotihuacan. Jakies 50 km za miastem.
No to ziuuu na dworzec autobusowy. Na szczescie nasz przewodnik podaje jakze cenna informacje ktory z czterech glownych dworcow autobusowych bedzie odpowiedni (skad my to znamy?). Wiec ruszamy na dworzec polnocny (Terminal del Norte). Tu znow pomocny okazuje sie nasz przewodnik bo kieruje nas prosto do odpowiedniego sektora, ktorych jest tu sporo. Bilecik kosztuje 28 pesos a autobus odjezdza zaraz. Wlasciwie to odjechal 5 minut temu, ale pani w kasie jest pewna ze zdazymy. Faktycznie - nie dosc ze zdazamy to czekamy jeszcze kilka minut. Manana jest wszedzie. Autobus zawozi nas pod sama brame. Tu bilecik kosztuje 45 pesos i wkraczamy na terytorium starozytnych Indian. Szacuje sie, ze zyli tu oni w latach 300 p.n.e.- 600 n.e. Budowniczy do dzis nie sa znani. Nie wiadomo ktore plemie zbudowalo to wielkie imperium. Prawdopodobnie w latach najwiekszej swietnosci zylo tu nawet 250 000 ludzi. Poza wieloma drobnymi ruinami pozostaly trzy najwazniejsze budowle: Ciudadela, Piramida Slonca (najwyzsza - 64 m wysokosci, 213 m kw. podstawy) i Piramida Ksiezyca. Wszystkie budynki w miescie laczyla ok. 4-kilometrowa, prosta jak strzala Avenue of the Dead (aleja umarlych). Ladne, ciekawe, ale jednak czekamy na Copan i Tikal. Sprzed bramy odjezdzamy znow tutejszym PKS-em (jezdzi co godzine). Blisko Terminala del Norte znajduje sie Basilica de Guadalupe. To dobry moment zeby ja odwiedzic. W grudniu 1531 roku Matka Boza w postaci indianskiej ksiezniczki ukazala sie trzykrotnie tubylcowi o imieniu Juan Diego i na jego plaszczu pozostawila swoj wizerunek. Obecnie znajduje sie on, pieknie oprawiony w zloto w nowej bazylice, zbudowanej w 1976 roku, mieszczacej podobno 20 000 osob. Rocznie bazylike odwiedza 20 000 000 pielgrzymow. Tuz przy nowej bazylice znajduje sie stara, znacznie mniejsza, bardzo ladna w srodku, obecnie restaurowana. Na placu przed Bazylika stoi pomnik ukochanego przez Meksykanow Juana Pablo II. Otoczony swiezymi kwiatami i stale grupka modlacych sie ludzi. W tle papamobil, ktorym Jan Pawel II jezdzil podczas swoich pieciu pielgrzymek do Meksyku. Mozemy powiedziec, ze pomnikow papieza jest tu znacznie wiecej niz w Polsce, szczegolnie ladny znajduje sie przy katedrze, w szacie ukladajacej sie w twarz Matki Bozej z Guadalupe. Zapraszamy do galerii :) Na drugim glownym dworcu autobusowym (tym razem wschodnim) bilety do Oaxaca na nastepny dzien. Elektroniczna rezerwacja miejsc, imienne bilety. Pelna kultura. W koncu wracamy do hostelu. Po drodze jeszcze "historyczne tacos", zachwalane przez minionego po drodze klienta jako najlepsze w Meksyku. Rzeczywiscie smaczne, ale bardzo podobne do tych wczorajszych. Odwiedzamy wreszcie nasz okoliczny rynek. Okazuje sie ze obejmuje on wszystkie mozliwe ulice w zasiegu naszych nog. Niezle. I caly czas krzycza. Ale ciekawe dla turysty gadzety (torebki, torebeczki, dzindzibolki, ozdoby i ozdobki i troche tekstyliow) znajduja sie tylko w okolicach Zocalo. Dalej juz tylko sama chinszczyzna. Jeszcze pare slow o metrze w Mexico City. Juz wiemy dlaczego jest w nim tak goraco. Tu grzeja. Grzeja na stacjach, w wagonach chyba nie, ale zwykle jest na tyle duzo ludzi, ze i tak jest cieplo, a klimatyzacji nie ma w zadnym. Rowniez wentylacja jest taka sobie. W godzinach popoludniowych, w szczycie czesto pierwsze wagony zarezerwowane sa dla kobiet i dzieci. Na kazdej stacji stawia sie w odpowiednim miejscu barierke, ktorej pilnuje umundurowany policjant z bronia. Za barierke wstep maja tylko kobiety w kazdym wieku i dzieci. Podczas jednej z przejazdzek tlok byl tak duzy, ze po przepuszczeniu kilku zatloczonych pociagow postanowilismy sie rozdzielic: ja wsiadlam do damskiego wagonu, ktory nie jest tak zatloczony, a Darkowi samemu latwiej sie bylo wpychac do kolejnego. Co ciekawe ten niesamowity tlok panuje tylko w okolicach drzwi. Teren pomiedzy drzwiami jest pusty ale nikomu nie przyjdzie do glowy zeby sie tam nieco bardziej skupic rozluzniajac teren przy drzwiach. Nikt tez nikomu nie zwroci uwagi zeby sie moze przesunal. Ponadto pociagi metra sa terenem wiecznego handlu plytami, glownie pirackimi. Na kazdej niemal stacji wsiada ktos (najczesciej niewidomy, albo takiego udajacy - wykonujacy zbyt wiele pewnych ruchow, szczegolnie w kierunku bialego turysty jak na niewidomego) ze sprytnym plecaczkiem w ktory wmontowane sa glosniki i prezentuje pasazerom probke tego, co znajduje sie na sprzedawanej przez niego plycie z kserowana czarno-biala okladka. Wydaje nam sie ze nie wszystkie plyty sa pirackie. Niektorzy chyba probuja sprzedac swoje wlasne nagrania, czesto bardzo slabej jakosci zarowno jesli chodzi o sam material, jak rowniez nagranie. Poza tym sprzedaje sie mnostwo innych rzeczy (niestety czesto robia to dzieci): slodycze, napoje, markery do opisywani plyt, itp. Jesli nie ma sie czego sprzedac to pozostaje zebranie. Niezbyt natarczywe, ale jednak w kierunku bialego turysty ze zdwojona sila. Acha, no i zabytki. Tak jak pokazywal pan Cejrowski: jesli kopiac metro natkna sie tu na jakas ruinke czy inne archeologiczne znalezisko - otaczaja to szklem, robia wystawe, a metro to objezdza. Proste. Tego dnia podrozujac duzo metrem odwiedzilismy wszystkie najniebezpieczniejsze pod wzgledem kradziezy stacje. Jednak zachowujac maksimum ostroznosci i stosujac wszystkie przychodzace nam do glowy zabezpieczenia czujemy sie bezpiecznie. Darka sie troche chyba boja, wiec to dodatkowe, niezamierzone zabezpieczenie. Jest OK. |