|
Autobus z Oaxaci zabral nas z pieknego, wielkiego, nowego terminala autobusowego, wybudowanego wspolnymi silami wszystkich prywatnych przewoznikow. Tu nie ma zadnego panstwowego PKS-u i nie ma panstwowych strasznych dworcow zachodnich i w tym temacie Meksykanie sa kilka, jesli nie kilkanascie lat przed nami. Bo w Warszawie Polski Express ma mala brzydka kanciape kolo Dworca Centralnego a autobusy przycupuja cicho na przystanku komunikacji miejskiej. Szkoda.
Tak wiec znow pieknym, czystym autobusem nocnym zajechalismy do nastepnego meksykanskiego miasteczka - San Cristobal de Las Casas. Najpierw napadli nas taksowkarze. Kazdemu z osobna trzeba powiedziec osobne 'Gracias', bo coz z tego, ze odmowilismy juz dziesieciu przed nim? Wsrod tlumku taksowkarzy wylania sie jedna reka z albumikiem ze zdjeciami. Naganiacz do nowopowstalego hostelu. Zdjecia ladne, cena nieco nizsza niz sie spodziewalismy i jeszcze zaplaci nam za taksowke na miejsce. No to jedziemy. Jak amerykanscy turysci, ktorzy przyjechali razem z nami autobusem i od razu zapakowali sie do taksowki. Hostelik rzeczywiscie przyjemny, dostajemy dwojke z oknem na korytarz, ale tu jest taki styl: pokoje nie maja okien na dwor, a maja okna na korytarz, ktory ma szklany dach i to daje swiatlo do pokoi. Moze byc. Prysznic i zwiedzanie. Miasteczko niewielkie, z bardzo stromymi ulicami prowadzacymi w gore na glowny market pamiatkarski i wyzej na market owowcowo-warzywny otaczajace dwa ladne koscioly. Postanawiamy kupic pierwsze pamiatki, na razie uzyteczne: Darek dwa T-shirty, Karolina recznie haftowana bluzeczke i megakolorowa (jak wszystko tutaj) opaske na glowe, imitujaca chustke. Kupujemy tez pierwsze mango, pomaranczowe, miekkawe, pieknie pachnace. Absurdalnie slodkie. Pycha. A na kolacje - ananasa. Prosimy o wybranie najlepszego. Pan stuka zgietym palcem i szuka takiego, ktory bedzie najladniej dzwonil. Musimy sie tego nauczyc. Na koniec mala reklama: tu jedlismy jedne z najsmaczniejszych meksykanskich posilkow, w niewielkim barze, a wlasciwie w 'sokowni': Jugueria Ana Banana. Sympatyczna obsluga, przygotowuja wszystko na biezaco, niskie ceny, duze porcje. Rewelacyjne licuados z mlekiem albo woda (zmiksowane owoce, jakie sobie tylko zamarzymy z mlekiem albo woda). Jesli bedziecie w San Cristobal koniecznie odwiedzcie to miejsce (Av. Miguel Hidalgo 9). |